piątek, 12 września 2014

Reaktywacja ???

Witajcie Kochani po bardzo długiej przerwie. Będę starała się reaktywować to miejsce tzn. bywać częściej. Beatko Słonko - dzięki za mobilizację :) :) :)

Jestem, żyję i mam się całkiem nieźle mimo, że wakacje przy tak wspaniałej aurze pogodowej jaka była w tym roku, miałam częściowo zepsute. I smutne to nieco, bo przyczyniły się do tego bardzo bliskie osoby. Na szczęście dzięki wsparciu tych najbliższych zaleczyłam "rany" i zapominam...

Muszę się pochwalić, iż uprawa warzyw sprawiła mi ogromną radość czego uwieńczeniem są obiadki przygotowane tylko z tego co sama wyhodowałam:) Satysfakcja niesamowita. Zawsze chciałam wiedzieć co jem:)  

 Obecnie jestem w punkcie wyjścia hi, hi jak widzicie. Obcięłam włosy a fryzurkę mam identyczną jak kilka lat temu, kiedy zaczynałam swoją szafiarską przygodę. Tak więc czas zacząć zapuszczanie włosów... Od nowa :) 

 Niech symbolem reaktywacji stanie się sowa:) Motyw, który 2-3 lata temu był istnym hitem i którego w ramach buntu wystrzegałam się jak ognia piekielnego. Dziś kiedy sowa stała się już tak niemodna w końcu mogłam sobie na nią pozwolić :)

Tak to już jest, kiedy ma się przewrotną naturę :)

Ściskam Was mocno:)







  


czwartek, 10 lipca 2014

Pizza z kurkami i szpinakiem:)

Nie od dziś wiadomo, że do serca prawie każdego (z małymi wyjątkami) dociera się między innymi przez żołądek. Lubię gotować i lubię jeść. Jedzenie oprócz tego, że ma być smaczne, musi być zdrowe i ładnie podane. Bo jemy także oczami :) Ja osobiście bardzo dużą wagę przywiązuje do tego co jem. Dlatego od tej wiosny jestem sczęśliwą posiadaczką własnego ogrodu warzywnego. Z wielką radością i motyczką w dłoni hi, hi... codziennie chodzę, doglądam i pielę ciesząc swe oczy i duszę, kiedy wszystko rośnie na potęgę. Bo nic nie smakuje lepiej niż warzywka z własnego ogrodu :) No i z lasu, bo zbieractwo leśne też uskuteczniam. Zdecydowanie lepsze to i przyjemniejsze niż shopping :) 

Pizza - speciał kuchni włoskiej. 
Smakowita i pachnąca ziołami. Uważana za potrawę niezbyt zdrową i kaloryczną ale wszystko przecież zależy od nas. Od tego jak i z czego ją przygotujemy. Ja gustuję oczywiście w tej zdrowszej formie zaczynając już od ciasta, które obowiązkowo musi być cienkie. Mniej więcej na cztery szklanki mąki daje kostkę drożdży rozrobioną w ok. 1 do 1,5 szklanki letniej wody z dodatkiem oliwy i cukru. Do ciasta dodaję otręby pszenne ale tylko te delikatne, które kupuję na bazarze. Większość ze skelpu po prostu się nie nadaje. Grube i zbyt ciężkie. Żeby ciasto było smaczne musimy popracować naszymi bicepso-tricepsami czyli wyrabiamy je naprawdę dobrze:) Ręcznie!!! Nie tam żadnym robotem kuchennym. Ja z podanej porcji mam dwie ogromne blachy pizzy. Bo ciato musi być cienkie. Co do dodatków to każdy wsadza co tam ma pod ręką lub ...co lubi. Wiadomo jednak, że podstawą jest dobry ser. Prawdziwy a nie ten z oleju i utwardzaczy. Ponieważ ser żólłty jest kaloryczny można zmieszać go z mozzarellą. Ja dodaję nawet ser biały!!! Tak ...właśnie ser biały:) A dla zaostrzenia i podkręcenia samku posypuję na końcu delikatnie startym serem pleśniowym. Lubię pieczarki ale to grzyby hodowlane a ja nie mam zaufania do hodowlanych produktów. Wolę grzyby leśne. Do pizzy polecam kurki. Oprócz kurek dodaję również pocięte w kawałki świeże liście szpinaku. Albo komosy :) Dodatkowo cebulę, czosnek w plastrach, pomidory i na przykład salami z indyka. Doprawiam pieprzem, majerankiem i koniecznie oragano. Po upieczeniu posypuję całość rukolą. Świetnie rośnie w ogrodzie:) Uwielbiam taką pizzę. I nie mam żadnych wyrzutów sumienia nawet po dwóch solidnych porcjach. Bo dwie blachy jemy w cztery osoby. Zostawiam Was z fotkami i zachęcam do eksperymentowania w kuchni. Nie trzymajmy się sztywno stereotypów. Przełamujmy je naszą własną fantazją :) Nie bujmy się eksperymentować :)

Sciskam mocno :)












piątek, 25 kwietnia 2014

Sponiewierane ambicje :)

Witajcie Kochani:) 

Między pielonką, gotowaniem, spotkaniami ze znajomymi, walką z systemem a snem powstał mój trzeci performensowy kawałek z cyklu "zrób to sama". Powstał z potrzeby tworzenia i zabawy. I jak w przypadku poprzednich wszystko zrobiłam sama bez niczyjej pomocy. Od muzyczki i tekstu począwszy a na wykonaniu i montażu skończywszy. Jest to typowa piwniczna amatorszczyzna, więc proszę nie spodziewać się zbyt wiele, zwłaszcza, że śpiewać tak zbytnio nie potrafię. I szczerze mówiąc sama nie wiem czemu czasami chce. Tłumaczyć to mogę tylko i wyłącznie wewnętrzną potrzebą relaksu i śmiechu. Dobrze, że zdaję sobie sama z tego sprawę. Może dlatego tak bardzo mnie to bawi :) 

Tak więc zapraszam Was do odsłuchania mojej ostatniej samojebki :)



"Sponiewierane ambicje"

Sponiewierane ambicje...
Zakurzone, zadeptane ambicje
Zagubione, porzucone ambicje
Sponiewierane ambicje...

Zakurzone, zagubione porzucone, zadeptane...

Zakurzone czekają
Zagubione ruszają
Porzucone wracają
Zadeptane powstają

Rodzą się
Na nowo rodzą się.

Klują w naszych myślach, klują w naszych głowach

Rodzą się
Na nowo rodzą się.

Klują w naszych myślach, klują w naszych głowach

Uskrzydlają
Uskrzydlają
Uskrzydlają



Dziwnego oglądania i słuchania:)

Stęskniłam się za Wami bardzo. Jak tylko znajdę wolną chwilkę na pewno do Was zajrzę:)
Buziaki ślę.

środa, 19 marca 2014

Rudy mental :)

Miałam coś naskrobać. Chodziło mi po głowie kilka tematów godnych uwagi ale... nie mam czasu. Przyznaję się bez bicia :) Przede wszystkim jednak chciałam podziękować Wam za cudowne życzenia. Cieszę się ogromnie, że jesteście ze mną już tyle czasu. Że wciąż zaglądacie i piszecie. To właśnie powoduje, że nie mogę stąd odejść choć często o tym myślę, bo na blogowanie trzeba mieć czas a u mnie ostatnio z tym krucho. 

Tak więc dzisiejszy post będzie bardzo postny. W treści oczywiście:)

Z utęsknieniem przy akompaniamencie żurawiego krzyku czekam na wiosnę i pierwsze bociany. 
Bardzo się o nie martwię...

I na motylki tańczące w promieniach wiosennego słońca...

Całuję Was gorąco:)








wtorek, 4 marca 2014

Czterdzieści lat mineło:)

No właśnie... jak w tytule. 
Czterdzieści lat minęło jak jeden dzień:) 
Ale... podobno... życie zaczyna się po czterdziestce!!!

Tak więc ryczę moi Kochani :)

Czy coś się zmieniło w moim życiu? Hmm... Niewiele. Chyba uświadomiłam sobie w końcu, że nie mam 18 lat jak wydawało mi się do tej pory :) Zauważyłam też na swojej głowie pierwsze siwe włosy!!! Pojedyńcze póki co ale... te bardziej doświadczone psiapsiółki straszą mnie, że jak już sie pokazały, to będzie z nimi jak z grzybami po deszczu. Kupiłam sobie też... chińską bańkę... buuuu :) Co jeszcze bardziej uświadomiło mnie o przekroczeniu tego magiczengo, statecznego i ryczącego wieku :) Pocieszam się jednak faktem, że ochota na seks z wiekiem wcale mi nie przechodzi. Wręcz przeciwnie:) Tak więc chyba nie jest źle :) Aaaaa... I kompletnie pozbyłam się z mojego otoczenia fałszywych i sztucznych osób:) Oczyściłam teren w związku z czym  zdecydowanie polepszyło się moje samopoczucie. Bo nie ma nic lepszego jak prawdziwi znajomi dla których naprawdę liczysz się TY :)

Wybaczcie ale nie będę karmić Was torcikami i urodzinowymi fotkami. Nie będę chwalić się też prezentami bo choć miła to sprawa - nie najważniejsza:) Najbardziej cieszę się, że spędziłam ten dzień z najbliższymi mi osobami, których kocham całym saercem. I że mogłam świętować z tymi, których naprawdę bardzo lubię. Choć wielu zabrakło. Zapewniam Was jednak, że myślami byłam ze wszystkimi, którzy w tym dniu pamiętali o mnie, a którzy ze względu na odległość nie mogli być blisko mnie :) :) :)

Jeszcze przyjdzie ten dzień, gdy wspólnie wzniesiemy toast :)






  
   

niedziela, 16 lutego 2014

niedziela, 9 lutego 2014

Trochę o blogowaniu.

Chciałam zanucić sobie jak Kazik... po swojemu oczywiście..., że "wszyscy blogerzy to prostytutki" ale... wcale tak nie jest :)

Są blogi, które pisane są z czystej przyjemności i wcale nie dla żadnego zysku.. Takie małe prywatne oazy szczęścia, które istnieją przeważnie z chęci poznania ludzi i kontaktu z innymi. Oazy, które nie stały się jeszcze małą maszynką do robienia wielkich pieniędzy a ich właściciele, wcale ale to wcale, nie dążą za wszelką cenę do bycia naj... i number one. Może nie są one idealne, perfekcyjne, mądre i och... i ach... Ale są prawdziwe, bardzo realne i rzeczywiste. Szczerze mówiąc takie blogi lubię najbardziej. Tam gdzie jest kontakt z autorem, który naprawdę jest autorem.

Oczywiście nie widzę nic złego w zarabianiu na blogu. Jeśli ktoś ma takie możliwości i predyspozycje to powinien to robić. Łączyć miłe z pożytecznym ku radości innych. Nie mówię tu o kompletnym sprzedawaniu się. Czyli jak leci byleby tylko zera na koncie rosły. Tego akurat nie popieram. Bo przecież wszystko ma swoje granice. Zwłaszcza godność blogerska, której co poniektórym jak się z czasem okazuje... brakuje. 

Nie piszę w tym momencie o żadnych moich zaprzyjażnionych blogerkach, bo u nich akurat godności pod dostatkiem:) Piszę tu o tych "wielkich" blogerkach, które bardzo lubiły się śmiać z innych traktując ich z góry. Wyszydzać, że dla tych szarych i przeciętnych miejsca nie ma w strefie wielkiego blogowego cyberświata. Tak, tak... A to krytykowały ich pomysły bardzo nieprofesjonalne. A to szydziły z miejsc polowań shoppingowych. I z konkursów się śmiały, zwłaszcza z tych, co to głosy oddają internauci. Że to żenujące, bo znajomi uproszeni głosują i jak to tak w konkursie można wygrać?! Toć to nieuczciwe przecież!!! Pozyskiwaniem popularności konkursami organizowanymi na blogach też wzgardzały. A z czasem... ku mej wielkiej satysfakcji... okazało się, że same zrobiły wszystko to co wcześniej tak bardzo wyśmiewały u innych i czego się z wielką odrazą brzydziły. Wypełniona jestem po brzegi radością niezmierną a post ten dedykuję wszystkim malutkim i początkującym blogerkom, żeby nie czuły się źle, gdy coś tam źle zestawią, czy jakiś tam tani i niemarkowy ciuch pokażą. Niech się nie przejmują niepowodzeniami na portalach i przykrą krytyką ze strony wielkich znawczyń mody. Bo nie ma nic złego w tym co robią. Niech spełniają swoje marzenia i pamiętają o swojej godności. To jest o wiele bardziej cenne niż dobrze zestawiony ciuch, pieniądze, popularność oraz fałszywe uśmiechy i gadki. 

Trzymajcie się. 

Pozdrawiam Was ciepło :)

Niech pozytywne wibracje będą z Wami :)